poniedziałek, 25 marca 2019

ZA PŁOTEM... .

Tak, to co za płotem to mi czasem i dobrze wyjdzie, a niekiedy i to co przed płotem. Z resztą już gorzej. Wydaje się człowiekowi, że już się naumiał, a tu dochodzi do konfrontacji tego co jest, a tego co się czuje że jest i zdziwienie. 
Ostatnio nasza grupa robiła zdjęcia dzieciaczkom autystycznym  w przedszkolu. Zdjęcia będą materiałem na wystawę z okazji dnia autyzmu. Ograniczenia w jakich musieliśmy się poruszać ( nie błyskać lampą błyskową) sprawiły, że mój aparat nie do końca to udźwignął. Ja tak, on nie bardzo. 
Zbyt mało światła i nie możność doświetlenia lampą sprawiło, że jakość zdjęć dość słaba. 
Koleżanki i koledzy z nowszymi aparatami dali radę, więc nie ma obawy że materiału na wystawę zabraknie i to przynajmniej mnie uspokoiło. 








Po paru dniach kolejny projekt, tym razem materiał na naszą wystawę i tu wszedł temat: akt. 
Sytuacja znowu się powtórzyła. Sesję zaliczyłam, ale rezultaty dalekie od tych jakie chciałabym widzieć. 
Trochę mnie to zmierziło, ale i czegoś się dowiedziałam. Trzeba mierzyć siły na zamiary i trzeba znać zakres tych sił :) 
Teraz znam. Każdy pejzaż jest dla mnie dostępny i na pewno go nie położę, (prawie) makro też zrobię dobrze i nawet ulicę walną jak trzeba, ale gdy już gorsze warunki, gdy nie można użyć statywu, to trzeba odpuścić. 
Jak mawia ślubny "trzeba się dostosowywać do możliwości, a nie możliwości dopasowywać  dla siebie". 
Tak czy inaczej, nowe doświadczenie w temacie ludzi i aktu są, a to warte było zachodu. 
Zdjątka które wstawiłam to maleńka próbka tego co w tym tygodniu robiłam. 









To co za płotem i to co dalej. Zdjęcie dzieciaczków są nie ostre ze względu na to, że nie mam zgody na ich rozpowszechnianie, a chciałam pokazać choć troszkę, a z "aktu" podeślę potem, gdy już będzie wystawa, bo przed też nie mogę. ot takie życie:)))